1
Blog

Mrożone owoce… czyli letnie desery w środku zimy

Mrożone owoce… czyli letnie desery w środku zimy

Mrożone truskawki, wiśnie czy owoce leśne nie są darzone tak wielką estymą, jak te świeże. Wydają się brzydsze niż te zbierane prosto z krzaczka czy z drzewa, nie tak pachnące i mniej smaczne. To jednak nie jest prawdą. Mrożone owoce są pełne smaku i witamin, a do tego świetnie smakują i pozwalają poczuć ten cudowny powiew lata nawet w środku mroźnej zimy. Nie rezygnuj z owocowych deserów zimą. Sięgnij po owoce mrożone.

Niektórzy z pewnością będą zdziwieni stwierdzeniem, że mrożone owoce często są zdrowsze i bardziej wartościowe niż świeże. Dzieje się tak dlatego, że najwięcej witamin i mikroelementów owoce tracą tuż po zerwaniu, a przecież zanim truskawki czy wiśnie z plantacji czy sadu trafią do ostatecznego konsumenta, upływa przynajmniej kilka dni. Producenci mrożonek, skupując owoce, zamrażają je znacznie szybciej. Tuż po oczyszczeniu i przesortowaniu ciągle świeże truskawki, wiśnie czy owoce leśne zostają zamrożone, a to pozwala zachować ich cenne składniki. Szybko zamrożone owoce nie są narażone na procesy gnicia i pleśnienia, które zwykle rozpoczynają się już w transporcie, a potem nabierają tempa w czasie przechowywania i ekspozycji na sklepowych półkach. Zatem warto sięgać po owoce i raczyć się letnimi smakami także jesienią i zimą.

Niech powróci na nasze stoły kompot domowy

Domowy kompot znany jest od wieków. Niestety ten prosty owocowy napój, który można szybko przygotować w domu, przestał istnieć w świadomości wielu ludzi. Z pewnością przyczyniły się do tego setki, a może i tysiące napojów intensywnie reklamowanych w mediach. Niezdrowe soki i napoje gazowane, w butelkach i kartonach wypełnionych po brzegi sztucznymi barwnikami, środkami konserwującymi i „tonami” cukru, skutecznie zatarły w naszej pamięci wspomnienie o domowym kompocie, który gotowała babcia.

Warto wrócić do kompotów, które śmiało można podawać nawet malutkim dzieciom. Ich podstawą mogą być zarówno świeże, jak i mrożone owoce, bo zarówno mrożone truskawki, jak i owoce leśne mają także mnóstwo witamin i mikroelementów. W truskawkach znajduje się często więcej witaminy C niż w cytrusach. Zawierają także sporo błonnika i kwasu elagowego, który działa antynowotworowo. O fantastycznych substancjach, które skrywają owoce leśne, trzeba by pisać jeszcze dłużej. Do tych wszystkich zalet trzeba dodać jeszcze jedną. Pyszny domowy kompot sprawia, że zimą można poczuć letni klimat i przypomnieć sobie smak i zapach letnich owoców.

Wykwinty letni tort w środku zimy

Pyszny bezowy tort z bitą śmietaną i mnóstwem wyrazistych owoców – tort Palvova – wzbudza wielkie emocje. Jego wygląd zawsze powala na kolana, bo cudowna biała beza pokryta bitą śmietaną udekorowana jest leśnymi owocami. Pięknie prężą się na niej maliny, jagody, jeżyny i nawet truskawki. Są przyjemnie kwaskowe i cudownie przełamują słodkość bezy. Wspomniane emocje budzi nie tylko sam fakt, że za sprawą mrożonych owoców tort ten może pojawić się na stole dokładnie w środku zimy i wnieść do domu powiew lata. Zagadkowe jest pochodzenie tego tortu.

Na świecie jest wiele dań, o których pochodzenie toczą się niekończące się spory między różnymi państwami. Zarówno Stany Zjednoczone, Francja, jak i Belgia uważają, że frytki po raz pierwszy podano u nich. Z kolei Liban i Izrael ciągle udowadniają, że humus to ich narodowa potrawa. Podobnie sprawa wygląda, jeśli chodzi o chłodnik litewski, bo i Litwa, i Polska uważają, że to ich danie. Nic więc dziwnego, że o tort Pavlovej spiera się z kolei Nowa Zelandia i Australia. Jedna z najbardziej znanych historii na ten temat głosi, że to bezowe ciasto zyskało miano tortu Pavlovej na cześć rosyjskiej baletnicy Anny. Na początku XX wieku primabalerina Anna Pavlova realizowała wielkie tournee i odwiedziła między innymi Nową Zelandię. Tam zatrzymała się w jednym z hoteli w Wellington, a szef kuchni zachwycony nią, przygotował lekki, puszysty bezowy deser, który kojarzył mu się z baletowym strojem Pavlovej. Wydaje się więc, że fakty nie pozostawiają złudzeń, a prawa do tego smakołyku należą się Nowej Zelandii.

Światowo brzmiący deser – „crumble”, czyli świeże lub mrożone owoce pod kruszonką

Niektórzy jeszcze ciągle pamiętają smak babcinego placka drożdżowego z owocami i wielką kruszonkę, która go pokrywała. Dzieci zwykle wyjadały owoce i kruszonkę, zostawiając drożdżową podstawę ciasta „dla innych”. Ktoś więc wymyślił, że nie ma sensu zawsze piec wielkiego ciasta. Wystarczy przygotować to „co tygrysy lubią najbardziej”. Tak powstał deser znany dziś na całym świecie pod nazwą „crumble”. To pyszne danie jest kwintesencją dziecięcych wspomnień, bo składa się tylko z owoców i kruszonki. Ma też tę zaletę, że można je przygotowywać przez cały rok, bo dziś mamy do dyspozycji mrożone owoce nawet w środku najmroźniejszej zimy, gdy już na samą myśl o truskawkach, jagodach czy wiśniach cieknie ślinka. Wtedy wystarczy podejść do zamrażarki, wyciągnąć odpowiednią torebkę i przygotować błyskawiczny deser.

Wystarczy rozmrozić owoce i ułożyć je na dnie kokilek. Następnie trzeba przygotować kruszonkę, a to jest banalnie proste, bo zagniata się tylko mąkę, cukier i masło w proporcji 2:1:1. Kruszonkę wykłada się na owoce, a całość warto posypać według własnych upodobań: orzechami, wiórkami kokosowymi, prażonym słonecznikiem czy czymkolwiek w tym stylu. Po kilkunastu minutach w piekarniku deser jest gotowy do jedzenia.

Owocowo-jogurtowy warstwowiec, czyli zdrowe łasuchowanie

Trzeba przyznać, że mając mrożone owoce pod ręką, zawsze można wyczarować fantastyczny deser, który ucieszy i dzieci, i gości, a do tego będzie zdrową przekąską. Nie inaczej jest z fantastycznym warstwowcem, którego pierwszy poziom tworzą mrożone truskawki. Te wrzuca się najpierw do garnka i podgrzewa, a następnie blenduje z dwoma łyżkami żelatyny i cukru. Całość przekłada się do formy i wkłada do lodówki, by warstwa stężała.

Drugą warstwę tworzy jogurt wymieszany z dwiema łyżkami cukru pudru i żelatyny. Do masy dodajemy rozmrożone owoce leśne. Całość wykładamy na pierwszą, zastygłą już warstwę i wstawiamy do lodówki. W tak zwanym międzyczasie przygotowujemy warstwę ostatnią, wrzucając do garnka mrożone maliny wraz z odrobiną cukru i żelatyną. Kilka malin warto pozostawić do dekoracji. Zawartość garnka wykładamy do tortownicy i znowu czekamy, aż całość zastygnie.

Na koniec deser dekorujemy malinami, herbatnikami i listkami mięty. Wierzcie lub nie, ale nikt mu się nie oprze.